Refleksje po 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium

Refleksje po 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium

LUT 27, 2017
742 VIEWS
Refleksje po 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium

Transatlantyckie partnerstwo między Stanami Zjednoczonymi, a Europą przez przeszło 50 lat stanowiło podstawę dla wielkiej strategii USA, czyli zamorskiego równoważenia (więcej o tej strategii: Artur Brzeskot – Jaka strategia może odrodzić wielkość USA i Polski?). Obecnie te więzi niewątpliwie przechodzą kryzys. W 2016 r. podczas kampanii prezydenckiej D. Trump często sugerował, że NATO jest przestarzałe, oskarżał europejskich sojuszników o zbyt mały udział w ponoszeniu ciężaru na rzecz obronny oraz sugerował, że Ameryka powinna pozwolić, aby jej sojusznicy sami się bronili.

W związku z tym, nie jest zaskoczeniem, że jego wybór zapalił „czerwoną lampkę” w Europie, jego nieobliczalne i niekonsekwentne zachowanie po objęciu urzędu jedynie zintensyfikowało europejskie lęki. W tym kontekście można zadać sobie kilka pytań. Jak europejscy partnerzy Ameryki mogą zaufać swojemu najważniejszemu sojusznikowi, kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych żyje w alternatywnej rzeczywistości, której źródło wypływa ze skrajnie prawicowego medium Breitbart szerzącego „postprawdę”, czyli kłamstwa? Jak zaufać prezydentowi największego mocarstwa, który jest podsycany czarnymi teoriami spiskowymi przez swojego najbliższego powiernika Steve’a Bannon’a? (swoistego Rasputina Białego Domu, wcześniej dziennikarza wspomnianego portalu Breitbart). Czy Europa może zaufać prezydentowi, który wiąże się z szemranymi politykami ukraińskimi powiązanymi z reżimem Putina (Andrii V. Artemenko) lub skazanymi oszustami i malwersantami (Felix H. Sater, Andrii V. Artemenko)? Jak zaufać prezydentowi, który pozostawia swojemu prywatnemu prawnikowi (Michael D. Cohen) najbardziej poważne sprawy dyplomatyczne, zamiast oprzeć się na doświadczonych i kompetentnych pracownikach Departamentu Stanu?

Sekretarz Departamentu Obrony gen. James Mattis oraz vice prezydent USA Mike Pence w zeszłym tygodniu uspakajali podczas corocznej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium swoich europejskich sojuszników. W moim przekonaniu ich wysiłki nie odniosły większego sukcesu. W sumie, każdy z nich wypowiadał silnie pro-natowskie stwierdzenia, Pence użył nawet słowa „niezachwiany” (przyp. aut. Sojusz), ale niestety ich przesłanie nie było jednoznaczne. W szczególności Mattis ostrzegał swoich partnerów z NATO, że Stany Zjednoczone mogą powściągnąć swoje zobowiązania względem Europy, jeśli nie podniesie ona wydatków na obronność do 2% PKB.

Ta bezustannie powracająca obawa w Ameryce o finansowanie europejskiej obrony jest zrozumiała, niemniej nie trafia ona w istotę problemu, dlaczego? Ponieważ fundamentalny problem nie dotyczy nieadekwatnego potencjału lub braku zasobów mobilizacyjnych w Europie. Wystarczy zauważyć, jedyne obecnie militarne zagrożenie na Kontynencie stanowi odradzająca się Rosja. Chociaż w mojej opinii to wyzwanie nie jest, aż tak wielkie, jak je rysują wcale nieliczni alarmiści – szczególnie w Polsce. W rzeczywistości europejskie państwa NATO posiadają wystarczające środki finansowe, aby sobie poradzić z tym zagrożeniem we własnym zakresie – bez niczyjej pomocy. Jeśli wyjmiemy z tego równania Stany Zjednoczone i Kanadę, to europejskie kraje NATO mają, aż czterokrotnie większą populację niż Rosja (możemy przykryć ich czapkami), nasz połączony PKB jest 12 razy większy niż rosyjski. Więcej, nawet dzisiaj przy rzekomo nieadekwatnym poziomie wydawania pieniędzy, i tak każdego roku europejscy członkowie Sojuszu (w dalszym ciągu bez: USA i Kanady) wydają prawie pięć razy więcej na obronność niż Rosja.

Innymi słowy, problem nie leży w wydawanych sumach, ale raczej w nieefektywności zarządzania tymi ogromnymi środkami oraz nieumiejętności koordynowania wspólnych działań w sferze obrony (szerzej na ten temat zobacz tekst: Jolanta Solorz, Euroarmia i jej sens, na Sztab.org). Pomimo licznych podejmowanych prób w Europie Wspólna Polityka Zagraniczna i Bezpieczeństwa (WPZiB) pozostaje, co najwyżej aspiracją, ale nie rzeczywistością. W sumie jej uwiąd nikogo nie zaskakuje. Europejska wspólnota bezpieczeństwa była inicjatywą Unii Europejskiej, ale Unia Europejska to tylko zbiór państw-narodowych, nie stanowiących w pełni zintegrowanej wspólnoty międzynarodowej (nie

mówiąc o zunifikowanej wspólnocie jaką są Stany Zjednoczone). Jednak kluczowy punkt dotyczy tego, że bez względu na to, czy będziemy wydawać więcej euro, szwedzkich koron, polskich złotych lub węgierskich forintów to i tak nie rozwiążemy powyższego problemu.

Ta sytuacja sugeruje nam, że gdyby NATO wypełniło żądania USA i wyciągnęło wszystkie strony układu do kanonicznego poziomu 2% PKB, to Europa w dalszym ciągu nie mogłaby poprawić swojej siły wobec Rosji. Chyba, że jak zaznaczyliśmy wyżej, zaczęlibyśmy wydawać pieniądze bardziej efektywnie. Zatem 53. Konferencja Bezpieczeństwa w Monachium oparła swoją debatę o fałszywą ideę przewodnią. W czasie całego jej trwania nastąpiła koncentracja na zwiększaniu wydawania pieniędzy i ich udziału w dochodach narodowych, zamiast zająć się kwestią tożsamości obronny pozwalającej efektywnie inwestować te środki, które już posiadamy w budżetach narodowych państw NATO. Według mnie takie pomieszanie wątków stanowi fałszywy i bardzo ryzykowny trop dla bezpieczeństwa europejskiego.

Amerykańskie wysiłki, aby Europa wydawała więcej pod presją zagrożenia, że Waszyngton zredukuje swoje gwarancje bezpieczeństwa są właściwie bezsensowne i sprzeczne z logiką. W sumie, kiedy Mattis ostrzegał, że jego kraj może powściągnąć wsparcie dla Europy, Sekretarz Obrony jednoznacznie miał na myśli, że jego partnerzy ze Starego Kontynentu nie mogą liczyć na Stany Zjednoczone jeśli nie zwiększą wydatków na cele wojskowe. Druga strona tego medalu to ukryte zobowiązanie, że jeśli Europa dojdzie do 2% PKB, to USA dalej będą odgrywać rolę niezłomnego protektora. Jednak to jest jedynie recepta, jak dogodzić Wujowi Samowi, aby był szczęśliwy i nie odpłynął za wielką wodę, a nie poważne rozwiązanie problemu europejskiego bezpieczeństwa. Według tej filozofii Waszyngton w dalszym ciągu pozostaje ostatnią deską ratunku dla Europy.

Ze strategicznej perspektywy obłożenie Europy większymi kosztami w finansowaniu swojej obrony ma znaczenie tylko wtedy, jeśli Stany Zjednoczone zredukują swoje militarne zasoby pozostające na Kontynencie, tak aby Waszyngton mógł je przesunąć do dużo ważniejszego regionu Azji i Pacyfiku. W sumie biorąc pod uwagę ogromną nierównowagę militarną pomiędzy Europą, a jej potencjalnymi wrogami np. Serbią, Białorusią, ISIS, separatystycznymi republikami, czy w końcu samą Rosja, formuła dla takiego strategicznego zwrotu powinna być łatwo wynegocjowana. Zamiast europejskiego syndromu „kabuki”, czyli grożenia przez Amerykę, że nie będzie nas broniła, po czym te słowa nie są i tak zamieniane w czyn, USA i Europa powinny wspólnie rozwijać plan redukcji amerykańskich zobowiązań, najlepiej permanentnie i w długo okresowej przestrzeni czasowej, dopóki dopóty nie pojawi się na horyzoncie potencjalny hegemon mogący naruszyć regionalną balance of power. W Europie obecnie nie ma takiego mocarstwa, ani Niemcy, ani Rosja nie kwalifikują się do takiej roli.

W rzeczywistości medialny szum poświęcony kwestii relatywnych wydatków na obronę jest  symboliczną polityką. Amerykańscy politycy mówią tylko tyle, że źle to wygląda – z punktu widzenia amerykańskiego podatnika – że USA wydaje 3,5% PKB, a żyjący w bogactwie i dobrobycie Europejczycy mniej niż 2% PKB, oprócz pięciu państw, które przekraczają ten próg: Wielka Brytania, Polska, Grecja, Estonia i Turcja. W sumie Jankesi mają rację, kiedy mówią, że nie wygląda to najlepiej. Jednak jest to tylko dekoracja na użytek wewnętrzny. Jeśli amerykańscy oficjele choć o trochę przekonają swoich sojuszników, aby podnieśli swoje budżety wojskowe, wówczas ci pierwsi będą mogli wrócić do kraju i przekazać swoim wyborcom sukces, nawet jeśli nie zredukuje to amerykańskiego brzemienia i nie poprawi bezpieczeństwa Europy.

W końcu ciągłe granie tej samej melodii o potrzebie dźwignięcia wspólnego brzemienia obrony rozprasza naszą uwagę od dużo bardziej poważnego wyzwania dla przyszłości relacji transatlantyckich. Pierwsze z nich dotyczy tego, że brakuje przekonywującego i racjonalnego powodu dla dalszego ich istnienia. W wielu sprawach można nie zgadzać się z prezydentem Trumpem, ale w jednej rzeczy należy przyznać mu rację, kiedy mówi, że NATO jest przestarzałą instytucją – przynajmniej w obecnej formule. Przypomnijmy sobie, Pakt Północnoatlantycki był stworzony, aby

przeciwdziałać potencjalnej hegemonii Związku Sowieckiego w Europie, kiedy ZSRS rozsypało się, egzystencjalne zagrożenie także przestało istnieć – przynajmniej dla Zachodu Europy. To jest niezwykle trudne w sferze wewnętrznej i zagranicznej dla Waszyngtonu, aby bezustannie uzasadniać amerykańskie gwarancje dla Europy, kiedy nie ma już de facto potencjalnego hegemona. W rzeczywistości inne atrakcyjne cele dla istnienia NATO także zanikły. Z jednej strony rozszerzenie Sojuszu – poza Czarnogórą – raczej dalej nie będzie kontynuowane. Ukraina i Gruzja najbardziej zainteresowane akcesją są jak na razie zawieszone w tym procesie. Z drugiej strony tzw. humanitarne interwencje Sojuszu po zakończeniu zimnej wojny np. na Bałkanach, w Afganistanie lub w Libii używając delikatnego języka średnio nam wyszły. Pozostaje jeszcze ukryty cel sformułowany przed laty przez pierwszego sekretarza generalnego NATO lorda Ismaya „to keep the German down”, czyli niedopuszczenie do odrodzenia wojskowej potęgi Niemiec, które w ostatnim stuleciu dwukrotnie były przyczyną wojen światowych, ale to również przestało być atrakcyjne, nawet pomimo tego, że Niemcy odgrywają centralną rolę w UE. Jakby nie spojrzeć raptownie starzejąca się populacja u naszych sąsiadów za Odrą pozbawia Niemcy możliwości aspirowania do roli potencjalnego hegemona w Europie.

Drugie wyzwanie dla transatlantyckich relacji to dysfunkcja Unii Europejskiej, szczególnie po wystąpieniu kryzysu finansowego w 2008 r., problemów ze strefą euro, szoku migracyjnego i oczywiście Brexit’u. W efekcie czego odśrodkowe siły w Europie spowodowały mniej prawdopodobną wspólną obronę lub Euroarmię, czyli efektywnej obrony Kontynentu, i nie da się tego dokonać nawet, jeśli niektóre państwa przekroczą próg 2% PKB. W dzisiejszych warunkach najlepiej jest to widoczne na wschodniej flance. Z krajów Europy kontynentalnej tylko Niemcy pełnią funkcję państwa ramowego reszta jest spoza europejskiego masywu: USA, Kanada, Wielka Brytania – to świat anglosaski. Wyraźnie widać, że Europa jest podzielona i stosuje starą strategię spychania odpowiedzialności za obronę na innych. Z pewnością większość państw w Europie nie będzie się starać, aby stworzyć europejski system obrony lub bezpieczeństwa zbiorowego, jeśli będą one tkwić w stanie błogiego przekonania, że Ameryka zawsze będzie ich wspierała finansowo i militarnie.

W międzyczasie pojawiło się w Europie wielu populistycznych polityków, którzy albo sprawują rządy, albo szykują się do przejęcia władzy jak np. we Francji lub Holandii. Wielu z nich jest otwarcie wrogich wobec idei europejskiej integracji, a być może nawet współpracy międzyrządowej. W sumie Trump pogorszył jeszcze bardziej tę atmosferę przez wychwalanie Brexit’u oraz dawanie retorycznego wsparcia dla Francuskiego Frontu Narodowego, którego szefowa Marii Le Pen otwarcie mówi, że wyprowadzi Francję z NATO, strefy euro, a być może z UE.

W rzeczywistości Waszyngton stosuje strategię, którą powinien natychmiast odrzucić. Jeśli USA rzeczywiście chce, aby Europa wzięła więcej odpowiedzialności za swój los i miała większą wolę do prowadzenia własnej polityki bezpieczeństwa, to ostatnią rzeczą, która powinna być uczyniona, to podcinanie niezwykle kruchego porządku politycznego w Europie. Jakby nie spojrzeć Europa prowadzona przez takich polityków, jak Le Pen lub Geert Wilders nie będzie stabilna i bezpieczna, i nie pozwoli, także Ameryce skupić swojej energii i zasobów w bardziej pilnych miejscach na świecie. Jeśli Trump naprawdę chce ulżyć swojemu narodowi, choćby pod względem kosztów obrony Kontynentu, to wspieranie europejskich populistów i hołubienie Putina nie daje najlepszego sposobu na osiągnięcie wyznaczonego celu. Jak na razie nie jestem zaskoczony jego prowokacyjnymi zachowaniami, najgorsze jednak jest to, że nie widzę w tym żadnego strategicznego celu, a to oznacza, że taka polityka może być nie tylko głupia, ale i niebezpieczna.

fot. Mueller / MSC

Artur Brzeskot
Absolwent Uniwersytetu Szczecińskiego Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych oraz Katedry Badań nad Konfliktami i Pokojem. Ekspert European Institute for Strategic Studies. Zainteresowania: stosunki międzynarodowe teoria i praktyka

PODOBNE ARTYKUŁY

Nie wysyłać broni na Ukrainę

Nie wysyłać broni na Ukrainę

Ukraiński kryzys trwa już ponad trzy lata, ale Rosja osiągnęła swój cel. Separatyści okopali się na swoich pozycjach we wschodniej Ukrainie, a prezydent Władimir W. Putin nie przejawia żadnych oznak

READ MORE
Europejskie siły nuklearne: polityczna fikcja czy kwestia czasu?

Europejskie siły nuklearne: polityczna fikcja czy kwestia czasu?

Niegdyś słabsze mocarstwa, jak Prusy lub Austria mogły poprawić swoją pozycję przez zawarcie sojuszu, który uzupełniał siłę ich wojsk siłą obcych armii. Czy dzisiaj średnie państwa europejskie takie, jak Wielka

READ MORE
Czy Egipt i Syria mają strategiczne znaczenie dla USA?

Czy Egipt i Syria mają strategiczne znaczenie dla USA?

Bez przerwy słyszę od komentatorów, dyplomatów i polityków – w różnych mediach – że Egipt i Syria mają strategiczne znaczenie dla Ameryki. Jeśli bliżej przyjrzymy się twardym faktom, ten wykreowany

READ MORE
Harcerze w Krainie Deszczowców

Harcerze w Krainie Deszczowców

Obca flaga Po podliczeniu wszystkich głosów, GRU/SVR zajęły trzecie miejsce w wyborach do niemieckiego parlamentu. Analizując przestrzeń polityczno / medialną daje się ze zdziwieniem dostrzec, że najgłośniej z powodu wyniku

READ MORE
NATO jest realne czy liberalne?

NATO jest realne czy liberalne?

Według pracy Stephena M. Walt’a „The Origins of Alliances” najważniejszy zewnętrzny czynnik determinujący spójność sojuszy to realne zagrożenie. Aspektami wtórnymi są intencje agresora, jego bliskość geograficzna, militarne zdolności: ofensywne lub

READ MORE
5 rubli czy 5 minut?

5 rubli czy 5 minut?

Projekcja siły wirtualnej Gangster – im jest słabszy, tym bardziej pręży muskuły i groźniej chce wyglądać. To książkowy przykład psychologicznej zależności, w której deficyt siły realnej rekompensuje projekcja siły wirtualnej.

READ MORE
Mity i fakty: ZAPAD 2017

Mity i fakty: ZAPAD 2017

Ćwiczenia wojskowe ZAPAD 2017, które odbędą się na Białorusi we wrześniu przyciągają coraz większą uwagę krajowej i zachodniej prasy. Według napływających doniesień można odtworzyć trzy scenariusze rosyjsko-białoruskich manewrów. Pierwszy, to

READ MORE
ZSRR 2.0

ZSRR 2.0

Trójkąt przyczynowo – skutkowy Początek współczesnej fali terroru, który coraz skuteczniej paraliżuje europejską cywilizację datuje się na rok 2015. Dlaczego ta tendencja nie rozpoczęła się np. w 2013 roku? Wiele

READ MORE
Dehumanizacja lub eliminacja

Dehumanizacja lub eliminacja

Schengen Wyobraźmy sobie eksperyment intelektualny, w którym mieszkając w wielkim bloku mieszkalnym, godzimy się zdjąć drzwi od wszystkich mieszkań – dopuszczając swobodne przemieszczanie się wszystkich (nie tylko lokatorów bloku, ale

READ MORE
Jak osiodłać nuklearną błyskawicę?

Jak osiodłać nuklearną błyskawicę?

W ostatnich miesiącach cały świat doświadcza gorącej debaty, jaki jest najlepszy sposób dla Waszyngtonu i Seulu, aby odpowiedzieć na nuklearną aktywność Kim Dzong Una. Stany Zjednoczone uszczelniają i tak już

READ MORE
Gra w „Dwa ognie”

Gra w „Dwa ognie”

Terroryzm ewoluuje. Jego najokrutniejsza forma dotąd na szczęście nie dotarła do Polski, i jest duże prawdopodobieństwo, że w takiej formie w jakiej występuje w krajach Europy zachodniej, do Polski nie

READ MORE
Analitycy od „wojen informacyjnych” pilnie poszukiwani!

Analitycy od „wojen informacyjnych” pilnie poszukiwani!

Sytuacja społeczno – polityczna w Polsce w ostatnim czasie przyciąga ponadstandardową uwagę zarówno niemieckich publicystów, ekspertów od „spraw polskich”, jak też niektórych niemieckich polityków. Pewna część ich publicznych wypowiedzi może

READ MORE
O rosyjsko – chińskich manewrach na Bałtyku

O rosyjsko – chińskich manewrach na Bałtyku

U schyłku lipca na wodach Morza Bałtyckiego odbyły się wspólne manewry flot wojennych Federacji Rosyjskiej oraz Chińskiej Republiki Ludowej. Ćwiczenia trwały w dniach 24 – 28 lipca. Oba mocarstwa postanowiły

READ MORE
Internet w Korei Płn. tylko dla elit

Internet w Korei Płn. tylko dla elit

Firma Recorded Future w okresie 01.04-06.07.2017r. przeprowadziła badanie aktywności użytkowników sieci zarejestrowanych na terenie Korei Północnej. Jak wynika z badań otwartej przestrzeni internetowej w Korei Północnej używają wyłącznie elity polityczne

READ MORE
Wystąpienie Trumpa – lekcja dla świata zachodniego

Wystąpienie Trumpa – lekcja dla świata zachodniego

Wymiar ekonomiczny – czy tylko? Wizyta Prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa to oprócz charakteru politycznego przekazanie pewnego sygnału politycznego. Stanowiła ona także drogowskaz dla świata i cywilizacji zachodniej. Można się zgadzać

READ MORE